Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photography. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photography. Pokaż wszystkie posty
2012-02-09
2011-05-22
Kolor szparagowy.
Bo w sezonie trzeba korzystać z dobrodziejstw pory roku. I jak na czereśnie trzeba będzie nam jeszcze poczekać, o tyle szparagowe siedem minut właśnie trwa.
W Paryżu bzy przekwitły końcem kwietnia. Teraz podziwiam owocostany porzeczek i odurzam się podczas wieczornych spacerów zapachem kwitnących lip. Wszystko nie po kolei, za szybko.
Ale akcja szparagów wszędzie rozpoczyna się i kończy w podobnym okresie. I dołączam się... do durszlakowej akcji!
W Paryżu bzy przekwitły końcem kwietnia. Teraz podziwiam owocostany porzeczek i odurzam się podczas wieczornych spacerów zapachem kwitnących lip. Wszystko nie po kolei, za szybko.
Ale akcja szparagów wszędzie rozpoczyna się i kończy w podobnym okresie. I dołączam się... do durszlakowej akcji!
2011-05-04
not forget me not
Ulotne zludzenia, ze gdzies juz cos takiego widzielismy.
Déjà vu.
Niezapominajki nie bedace niezapominajkami.
I podobnie z odnaleziona artystyczna przestrzenia f o r g e t m e n o t. Rozplywne barwy, ulotne, iluzoryczne, oniryczne... kompilacje awangardy i orientu w fuzji z geometrycznymi formami.
Chciałabym te "niezapominajki" "brać do rak" i przegladac jak ilustrowane dzieła.
Mały kącik niebagatelnych inspiracji, do odkrycia tutaj.
Pozdrawiam!!!
2011-05-02
wawa, czyli varsovie w polskiej kulturze osobistej
I tak jeszcze dwa tygodnie temu wyglądały warszawskie Łazienki. Dziś zapewne są zalane zielonym światłem liściastych struktur. A u mnie jeszcze takie wczesno-wiosenne, wręcz ubogolistnie jesienne.
A okazja nadażyła się również niecodzienna, bo oto "stolica dizajnu" zamykała bramy wystawy czasowej Muzeum Narodowego właściwie na naszych oczach.
Jakieś piętnaście lat temu, po raz ostatni, miałam okazje podziwiać braci Gierymskich i Malczewskiego.
Pasja wiecznie żywa, przeżywa tylko swe bardziej i mniej płodne lata.
Farby pozakręcane jeszcze w tubkach, pędzle szczerza się jak najchętniej, płótna na blejtramy ponaciągane do granic "nie-cierpliwości"... Dawne zbiory ołówków i pasteli coraz bardziej niekompletne...
A pasja czeka... odstawiona na bok za kuchenna deskę, przygnieciona cala kolekcja ramequinów, naszpikowana sztućcami i kuchennymi atrybutami :). Bo oto kolejna pasja wzięła górę!!!
Co do warszawskiej ekspozycji, odsyłam do opinii biegłego :) Mam nadzieje, ze oko eksperta podzieli się z nami wiedzą i nietypowością owej wystawy.
Polski plakat również miał czasy swojej świetności. I rozbawił mnie serdecznie propagandowy napis rodzimych linii lotniczych, którymi właśnie co przyleciałam do stolicy "bez kłopotu" :).
Ale my nie o tym.
Bo "nie do odrzucenia" okazja przejechania się polską niespieszną koleją ekspresową stała się faktem, i sześciogodzinna przejażdżka krajoznawcza miała bardzo edukacyjny, acz i demoralizatorski charakter. Konsensus: chce mieszkać na polskim odludziu, wsi wesoła, wsi błoga! Rzucam "wielki świat-kuchenny blat" i oddaję się rytuałom pór roku w sadzie!
Niespieszne przejażdżki rowerowe wzdłuż rzecznych wałów, spacery z psem po śródpolnych drogach, sarny wygrzewające się na polanach, lśniące w słońcu mokradła... i wiele innych fantasmagorycznych widoków, wypatrzonych przez standardowo brudną szybkę pkp. Swojsko. Beztrosko. W końcu urlop.
Promienie słońca załamujące się na "szybim" brudzie jak na pryzmatach. Sztuka ma tutaj wymiar ogólnodostępny, wręcz publiczny.
I tak dojechałam drugą kategorią transportu miejskiego, z miasta A do miasta B, wdzięczna losowi, że z takich rzeczy też można się radośnie cieszyć.
Bo oto westchnienie, ... jestem w d o m u . Jeszcze parę takich westchnień po drodze było.
I były tez bocianie loty rozpostarte na pięciolinii ciszy granej wokoło.. Klawiatura nietknięta. Czasobrak. Cisza.
A potem były Święta etcetera.
I latali miedzy Polską a Francją długo i puki co szczęśliwie.
Hic
2011-04-14
Prostolinijnie... czyli nowalijki w grządce
Jak tu nie ulec tej eksplozji zieloności za oknami. Paryskie bulwary wyglądają jakby pokryte zieloną mgłą na wysokości pierwszych pięter osmańskiej architektury. Jest pięknie.
A wiosna wcale nie należała do moich ulubionych por roku. Dojrzałam do etapu, w którym nie tylko vintage potrafi mnie urzec. Poranne mgły nad Sekwaną, z zielonkawą obwódką przybrzeżnego parku, prowadzącą do linii horyzontu, na której Paryż zostawił swój podpis. Wieża Eifla. Moja pocieszycielka w drodze tam i z powrotem. Uśmiechamy się do siebie i dni płyną... jak barki, ociężale, acz do przodu.
Apetyt rośnie na chlorofil.
Chloroplastowa soczystość jak matrix wylania się z małych ziarenek, którymi "przyprawiłam", bez wielkiej nadziei na spektakularne zbiory, małe ceramiczne poletko.
Marzenie o zielniku kiełkuje. W zasadzie już się spełnia.
Oj będzie sałatkowy sezon!!!
A wiosna wcale nie należała do moich ulubionych por roku. Dojrzałam do etapu, w którym nie tylko vintage potrafi mnie urzec. Poranne mgły nad Sekwaną, z zielonkawą obwódką przybrzeżnego parku, prowadzącą do linii horyzontu, na której Paryż zostawił swój podpis. Wieża Eifla. Moja pocieszycielka w drodze tam i z powrotem. Uśmiechamy się do siebie i dni płyną... jak barki, ociężale, acz do przodu.
Apetyt rośnie na chlorofil.
Chloroplastowa soczystość jak matrix wylania się z małych ziarenek, którymi "przyprawiłam", bez wielkiej nadziei na spektakularne zbiory, małe ceramiczne poletko.
Marzenie o zielniku kiełkuje. W zasadzie już się spełnia.
Oj będzie sałatkowy sezon!!!
Le nom de la rose...
Kwiaty sa jak kobiety.
Do podziwiania, do celebrowania, do zachwytu, inspiracji...
I tak zatem urzeklo mnie "starzenie" sie moich roz.
Nigdy nie widzialam, ( a bynajmniej rzadko), zeby ktos zachwycal sie wiedniaca, lekko podsychajaca roslina. Kult piekna, jedrnosci i swiezosci jest stalym elementem naszej codziennosci. I nawet jesli chcielibysmy sie go wyrzec, jestesmy zewszad otoczeni prezacymi sie na fotografiach i bilbordach modelkami, niczym kwiaty w wazonie, swiezo sciete i po prostu idealne.
A proces przebiega spokojnie, druga faza dojrzewania wraz ze zmiana barw, zazolceniami, lekkimi sladami zgniecen na platkach, "zmarszczkach" czasu.
I w takim momencie odkrywam je na nowo, jeszcze piekniejsze, jeszcze bardziej tajemnicze.
Takie jesienne, odrealniajace od swiezej zielonosci wiosny.
Osobliwa forma uroku.
Moze ja dziwaczeje... ;)
Do podziwiania, do celebrowania, do zachwytu, inspiracji...
I tak zatem urzeklo mnie "starzenie" sie moich roz.
Nigdy nie widzialam, ( a bynajmniej rzadko), zeby ktos zachwycal sie wiedniaca, lekko podsychajaca roslina. Kult piekna, jedrnosci i swiezosci jest stalym elementem naszej codziennosci. I nawet jesli chcielibysmy sie go wyrzec, jestesmy zewszad otoczeni prezacymi sie na fotografiach i bilbordach modelkami, niczym kwiaty w wazonie, swiezo sciete i po prostu idealne.
A proces przebiega spokojnie, druga faza dojrzewania wraz ze zmiana barw, zazolceniami, lekkimi sladami zgniecen na platkach, "zmarszczkach" czasu.
I w takim momencie odkrywam je na nowo, jeszcze piekniejsze, jeszcze bardziej tajemnicze.
Takie jesienne, odrealniajace od swiezej zielonosci wiosny.
Osobliwa forma uroku.
Moze ja dziwaczeje... ;)
2011-03-14
2011-03-04
Subskrybuj:
Posty (Atom)