Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

2011-05-22

Chochlik w parku... czyli coquelicot

Nie spodziewalam sie odnalezc w srodku pola pszenicy, przechadzajac sie w moim ulubionym parku na wyspie.
I zeby jeszcze tego bylo malo, impresjonistyczna natura zabawila sie, nakrapiajac ten sielankowy pejzaz czerwieniami makow i charbrowosciami blawatkow.
Schulzt by umial ubrac w slowa ten asfikstyczny podziw.
Ja nie umiem, pozostaje mi tylko "copie-coller". Czyli "kopiuj" z natury swoim nieidealnym cyfrowym narzedziem i "wklejaj" w cybernetyczna przestrzen.



Kolor szparagowy.

Bo w sezonie trzeba korzystać z dobrodziejstw pory roku. I jak na czereśnie trzeba będzie nam jeszcze poczekać, o tyle szparagowe siedem minut właśnie trwa.
W Paryżu bzy przekwitły końcem kwietnia. Teraz podziwiam owocostany porzeczek i odurzam się podczas wieczornych spacerów zapachem kwitnących lip.  Wszystko nie po kolei, za szybko.
Ale akcja szparagów wszędzie rozpoczyna się i kończy w podobnym okresie. I dołączam się... do durszlakowej akcji!


2011-05-04

not forget me not


Ulotne zludzenia, ze gdzies juz cos takiego widzielismy.
Déjà vu.
Niezapominajki nie bedace niezapominajkami.

I podobnie z odnaleziona artystyczna przestrzenia  f o r g e t   m e   n o t. Rozplywne barwy, ulotne, iluzoryczne, oniryczne... kompilacje awangardy i orientu w fuzji z geometrycznymi formami.
Chciałabym te "niezapominajki" "brać do rak" i przegladac jak ilustrowane dzieła.
Mały kącik niebagatelnych inspiracji, do odkrycia tutaj.

Pozdrawiam!!!


2011-04-14

Prostolinijnie... czyli nowalijki w grządce

Jak tu nie ulec tej eksplozji zieloności za oknami. Paryskie bulwary wyglądają jakby pokryte zieloną mgłą na wysokości pierwszych pięter osmańskiej architektury. Jest pięknie.
A wiosna wcale nie należała do moich ulubionych por roku. Dojrzałam do etapu, w którym nie tylko vintage potrafi mnie urzec. Poranne mgły nad Sekwaną, z zielonkawą obwódką przybrzeżnego parku, prowadzącą do linii horyzontu, na której Paryż zostawił swój podpis. Wieża Eifla. Moja pocieszycielka w drodze tam i z powrotem. Uśmiechamy się do siebie i dni płyną... jak barki, ociężale, acz do przodu.
Apetyt rośnie na chlorofil.
Chloroplastowa soczystość jak matrix wylania się z małych ziarenek, którymi "przyprawiłam", bez wielkiej nadziei na spektakularne zbiory, małe ceramiczne poletko.
Marzenie o zielniku kiełkuje. W zasadzie już się spełnia.
Oj będzie sałatkowy sezon!!!