2010-11-17

Punkt rosy... punkt wzruszenia.

A zatem, wedlug encyklopedii Wikipedia  zjawisko skraplania jest niczym innym jak zmianą stanu skupienia, przejściem substancji z fazy gazowej w fazę ciekłą. Przeciwieństwo parowania. Skraplanie może zachodzić przy odpowiednim ciśnieniu i w temperaturze niższej od temperatury krytycznej. Zestaw parametrów; ciśnienie i temperatura, dla których rozpoczyna się proces skraplania nazywany jest punktem rosy...

A mozna prosciej...

Nasturcje w moim parku tez umieja sie wzruszac...

Ja zmieniam stan skupienia nieustannie. Skupiam sie bardziej lub mniej. Przechodze w faze ciekla kiedy widze rodzenstwo idace trzymajac sie za raczki, male drobiazgi z dziecinstwa, kiedy ulegam niemocy tworczej i z bezsilnosci wowczas sie rozkraplam, kiedy jedzie karetka pogotowia ale nie na moim dyzurze, przy kazdym odebranym porodzie, przy prawie kazdym filmie, w momencie ladowania nad Polska, kiedy cieply wiatr smuga mi twarz i moge zaszyc sie w kolnierzu plaszcza mego milego, kiedy slucham Chopina, zwlaszcza w wykonaniu Blechacza (trudno sie dziwic) lub Olejniczaka, kiedy udaje mi sie odegrac prawidlowo choc pare akordow Poloneza As-dur Op. 53.
Skupiam sie teraz przy pisaniu nie bardziej niz przy kreceniu obiektywem w poszukiwaniu ostrosci.
Rozkraplam sie i skraplam nieustannie.
Wodne znaki.
Akwarele dzwiekow.
Pisces.

2010-11-16

Nowa grafika

... małymi krokami wyczaruję grafikę naszej enklawy "miłych rzeczy". Obiecuję! Na razie krok pierwszy. Wiem, że zrobię ich wiele (jak stąd do Paryża) nim powiem sama sobie, nie ukrywam że najpewniej z nutką zadowolenia, jest OK. Dążność do perfekcji nie jest niestety moim sprzymierzeńcem, gdyż czyniąc wszystko z nie lada namaszczeniem moje minuty pęcznieją w oczach - brak mi czasu na ich próbę uchwycenia w słowa i obrazy. (Tak oto pokrętnie próbuję wytłumaczyć się z absencji w tworzeniu własnego twora). Ostatecznie jestem tu od spraw formalnych ;) w końcu uczelnia techniczna zobowiązuje. Może Paryż bardziej nastraja do pisania - Wawa nastraja do racjonalizacji działań. Bo inny jest wpływ jesienności na tę długość geograficzną, a inny na zachód Europy. Oczywistość oczywistości, masło maślane.
Po wielu obrazach rzeczywistości i wielu snach, po wielu pysznych daniach, serwuję nowy Layout. Na razie na przystawkę, ale proszę dotrwać z nami tu na danie główne, albo jeszcze lepiej na deser! Bon appetit!

Moja dziadowizna, czyli z cyklu u dziadka w pracowni...

Sa takie magiczne miejsca, ktore jako pierwsze kresla wspomnienia z dziecinstwa.
Wszystkie wakacje spedzone na wsi.

Ogromny dobrobyt duchowy, w postaci pilowanych kawalkow drewna w stajennej pracowni, zrywaniu fasoli szparagowej i "jasia" pnacego sie na tyczkach, pomidory kondensujace w sobie caly aromat juz w samym ich zapachu, ogrodowa degustacja zielonego groszku i zbiory stonki...
...jazda babcina "ukraina" do wiejskiego sklepu po... juz nie pamietam po co, pamietam radosc tej jazdy, wiatr we wlosach, zapach pol zbozowych i pianie kogutow. Pamietam odkrywcze wyprawy nad "Stara Odre", gdzie dziadek z poswieceniem zrywal kaczence, bo nikt inny nie smial zanurzyc nog w muliste dno rzeki. Pamietam wieczorne kolacje, gdzie z pajda chleba z maslem, rzodkiewka i pomidorami, lecialo sie poprzez ganek wprost na podworze, by pograc w badmintona.
Pamietam dziadka koszacego kosa trawe w sadzie... pamietam jej suszenie, wieczorne skladanie na stosik i poranne rozgrabianie na kolejne suszenie.
Pamietam niesmiertelne "suszki", wiszace na strychu i czekajace na swoja kolej w bukietach. Na tymze strychu jest jeszcze do dzisiaj tajemnicza oszklona szafka, pelna slojow i sloiczkow wypelnionych oleistymi cieczami, wszelkiej srednicy dlutami i zaschnietymi pedzlami- spadek rodzinny po pasji, ktora nie miala okazji sie rozwinac...
Pamietam stajenne wiazanie cebuli w peczki, wkolo-koszowe obieranie bobu i fasoli, i tyle przy tym radosci nieraz bylo.
Ganialo sie po ogrodzie, po grzadkach. Zrywalo koperek do mlodych ziemniakow, a potem zajadalo razem mizeria z ledwo co zebranych ogorkow gruntowych, tak chrupiacych i soczystych.

Dziadkowie juz slabsi, i choc od lat maja te same usmiechy, spracowane rece mowia same za siebie. Czas mija, wnuki wyrastaja, prawnuki czekaja na swoja kolej by sie "jusiac"... bo hustawka z prawdziwego zdarzenia na podworkowym orzechu tez byla. A dziadek do drewna ma serce. Drabiny, taczki, hustawki, nawet strzelbe z prawdziwego zdarzenia pierwo-wnukowi sprawil, ze wszyscy mogli tylko pozazdroscic :)

Taki maly kalejdoskop obrazow przed oczami i w myslach sie przewinal.
Klatka po klatce, film krotkometrazowy. Po prostu zycie












Dobrobyt wspomnien.
(...)
Z dedykacja dla moich najukochanszych siostr. W koncu ten sam spadek emocjonalny.